Wczorajszej nocy podczas działań ratowniczych na drodze doszło do niebezpiecznej sytuacji, w której kierowca przejechał tuż obok trzech strażaków pracujących na jezdni. Jak relacjonują druhowie z OSP Kobylanka, pojazd minął ich tak blisko, że praktycznie otarł się o ich plecy. Centymetry zadecydowały o tym, że wszyscy wrócili do domów.
Apel ratowników do kierowców
Strażacy podkreślają, że mimo widocznych oznakowania – niebieskich świateł, oświetlonych pojazdów i odblaskowych elementów ubioru – niektórzy kierowcy wciąż nie zachowują należytej ostrożności w miejscach zdarzeń drogowych. Apelują o zwolnienie, płynne przejeżdżanie przez miejsce akcji i zachowanie bezpiecznego odstępu. Przypominają, że nie wolno gwałtownie hamować, przyspieszać, ani skupiać uwagi na rozbitych samochodach. Zabronione jest także korzystanie z telefonu, robienie zdjęć czy nagrywanie podczas jazdy.
Każdy ratownik to człowiek
„Za każdym hełmem i mundurem stoi człowiek, który po zakończeniu działań chce wrócić do domu” – podkreślają druhowie. Zwracają uwagę, że ratownicy często pracują zaledwie kilka metrów od przejeżdżających pojazdów, a chwila nieuwagi może zamienić miejsce wypadku w kolejną tragedię. Niebieskie światła to nie atrakcja, a miejsce zdarzenia to nie plan filmowy.
„Ratownik na drodze nie ma drugiego życia. Zwolnij, zachowaj odstęp, patrz na drogę” – apelują strażacy.
To nie pierwszy taki przypadek w Polsce. Coraz częściej mówi się o potrzebie edukacji kierowców w zakresie bezpieczeństwa w rejonach akcji ratowniczych. Statystyki pokazują, że wielu wypadków można uniknąć, stosując zasadę ograniczonego zaufania i zwalniając w miejscach oznakowanych.
Źródło: OSP Kobylanka
Fot. facebook.com

